Ciekawostki Powiatu Kazimierskiego

"Sensacyjne odkrycia w Słonowicach"

Grób wojownika huńskiego z Jakuszowic

Święty Świerad z Chwalibogowic

Celtowie nad Nidą


 

Grób wojownika huńskiego z Jakuszowic

 

        Jednym z najbardziej interesujących śladów świadczących o kontaktach ludności zamieszkującej tereny południowej Polski z państwem huńskim        w pierwszej połowie V w. jest znalezisko grobowe z Jakuszowic koło Kazimierzy Wielkiej.

      W jesieni 1911 roku Andrzej Radziszewski, włościanin z Jakuszowic, natrafił przy wydobywaniu piasku ze wzgórka niedaleko rzeczki Nidzicy,         na głębokości ok. 10 łokci (6 m) na bogato wyposażony w przedmioty wykonane ze srebra  i złota grób mężczyzny pochowanego wraz z koniem. Wiadomość o odkryciu dotarła do władz rosyjskich w Kazimierzy Wielkiej, które urzędowo dały znać do Petersburga o odkryciu skarbu. A. Radziszewski w obawie przed utratą znaleziska, porozumiał się z miejscowym społecznikiem, lekarzem dr Antonim Dutkiewiczem, urzędnikiem cukrowni w Kazimierzy Wielkiej, który natychmiast przemycił przez granicę rosyjsko-austriacką zabytki do Krakowa, gdzie zostały zdeponowane w Muzeum Narodowym, które następnie zapłaciło A. Radziszewskiemu 893.12 korony. Należy tu dodać, że podobno również władze niemieckie były zainteresowane znaleziskiem, tak że nawet próbowały ofiarować A. Radziszewskiemu za wykopane przedmioty więcej o 100 rubli,   ale on ze swoją stratą wolał je przekazać do Krakowa.    W odpowiedzi na urzędowe doniesienie przesłane z Kazimierzy Wielkiej do Petersburga władze rosyjskie wysłały telegram, w którym zażądały od miejscowych władz wykrycia      i oddania "skarbu". Na szczęście było juz za późno, gdyż zabytki   z grobu "książęcego" z Jakuszowic znajdowały się w Krakowie. W 1938 roku "skarb" z Jakuszowic przekazany został przez Muzeum Narodowe w Krakowie w depozyt - właściwie wymieniony za ołtarz pod nazwą Tryptyk z Lusiny       do Muzeum Archeologicznego PAU. Po II wojnie światowej w latach 50-tych wraz z innymi zbiorami znalazł się on w nowo powołanym Muzeum Archeologicznym w Krakowie.  

       

Części rzędu końskiego Ozdoby stroju

      Pochowany w bogatym grobie młody mężczyzna wyposażony był m.in.: w długi ( 95,1 cm), żelazny, dwusieczny miecz z resztkami pochwy pokrytej złotą blaszką zdobioną wybijanym ornamentem rybiej łuski; bursztynową gałkę z almandynem osadzonym w złotej oprawie; wykonane ze złotej blaszki okucia symbolicznego łuku refleksyjnego; żelazny nóż; złote i srebrne oraz pozłacane ozdoby stroju i części rzędu końskiego.

      Elementy tego ostatniego w większości pokryte są ornamentem stempelkowym z zastosowaniem techniki niello, nawiązującym do stylu Sösdala-Untersiebenbrunn. Natomiast złote ozdoby stroju w tym m.in. sprzączki ozdobiono półszlachetnymi kamieniami - czerwonymi almandynami wykonane są w tzw. stylu polichromicznym.

      Ze względu na charakterystyczne formy zabytków i ich cechy stylistyczne uważa się, że omawiany zespół pochodzi z pierwszego trzydziestolecia V w. Pochówek z Jakuszowic z uwagi na obecność w wyposażeniu symbolicznego łuku refleksyjnego zdobionego okuciami ze złotej blaszki określany jest jako          "grób huński". Tego typu łuki znajdowane są w bogatych grobach dostojników huńskich w Kotlinie Karpackiej oraz pochodzą ze znalezisk o charakterze ofiarnym. W grobie w Jakuszowicach pochowany był zapewne wódz, który należał do grupy naczelników plemiennych, pozostających z pewnością w kontaktach z państwem huńskim w okresie poprzedzającym jego rozkwit w czasach Atylli.

      W pobliżu grobu "książęcego" odkryto osadę ludności kultury przeworskiej. Do dzisiaj jednak nie natrafiono na pozostałości siedziby owego władcy. Osada w Jakuszowicach była zamieszkiwana od młodszego okresu przedrzymskiego po wczesną fazę wędrówek ludów (od II w. p.n.e. do poł. V w. n.e.). Wyróżnia się bogactwem materiałów zabytkowych, wśród których szczególnie liczne są monety rzymskie (110 egz.) a także inne importy rzymskie: zapinki, szklane paciorki, fragmenty szklanych naczyń, pierścieni i kamieni do gry, fragmenty naczyń terra sigillata ifragmenty kolczug.  

Zdjęcia: R. Łapanowski
Tomasz Wichman


 

Święty Świerad z Chwalibogowic

Święty Świerad, choć zapomniany i rzadko wspominany,       jest bezsprzecznie pierwszym polskim świętym.                    Choć za pierwszego świętego Polski uważa się św. Wojciecha, to właśnie Świerad był pierwszym świętym polskojęzycznym.

Świerad przyszedł na świat w drugiej połowie X wieku, w rodzinie wieśniaczej. Kiedyś do pokrewieństwa z nim przyznawał się ród Ośmiorogów-Gierałtów osiadły poniżej Tropia (okolice Zakliczyna nad Dunajcem). Zakliczyn wówczas nazywał się Gołczynem, a nieco później Opatowcem (mylonym przez niektórych                 z Opatowcem nad Wisłą) lub Opatkowicami. Tu właśnie, a nie     w Opatowcu nad Wisłą, nasz Święty miał się urodzić w XIII w. Ostatnio za najbardziej prawdopodobną przyjmuje się wersję,    że Świerad urodził się w Świeradzicach, zaś w skalnej grocie      w okolicach Tropia założył swoją pustelnię, gdzie przez wiele lat prowadził pełne trudów i umartwień życie.

Wyróżniał się tez „przykładnym życiem i obyczajami”, co zanotował orientacyjnie pod rokiem 998 średniowieczny polski historyk Jan Długosz.

W swojej Historii Polski napisał tak:

[Rok Pański 998 ...] "W owym czasie dwaj mężowie wyróżniali się przykładnym życiem i obyczajami: Świrad, który nad rzeką Dunajcem, w pobliżu miasta Czchowa, w diecezji krakowskiej, zamieszkiwał pustelnię pod skałą, w której przez wiele lat trudził się dla Chrystusa i którą do dziś oglądamy, i Benedykt. Obydwaj pustelnicy, opuściwszy Polskę, udali się do Panonii i [...] trudzili się /dla Chrystusa/. Świrad, zwany też 'Zorardus', dzięki umartwieniom zasłużył sobie na chwałę wyznawcy, a Benedykt, przelawszy krew, został uwieńczony koroną męczeństwa..."

     Po opuszczeniu pustelni w Tropiu Świerad przybył ze swym uczniem Benedyktem do klasztoru św. Hipolita na górze              Zobor k. Nitry. Tam wraz z towarzyszem, zapewne ok. 997 - 998r. wstąpił do zakonu benedyktynów, przyjmując imię Andrzej.

Zwyczajem tego klasztoru było, że mnisi, którzy ukończyli lat czterdzieści, mogli w towarzystwie jednego ucznia spędzać resztę życia poza wspólnotą, w pobliskiej pustelni, gdzie oddawali się surowej ascezie. Andrzej-Świerad również opuścił klasztor i wraz     z Benedyktem ponownie osiadł w pustelni, poddając się najsurowszym praktykom ascetycznym. Mimo ciężkiej fizycznej pracy przestrzegał niezwykle surowego postu. W poniedziałki, środy i piątki całkowicie powstrzymywał się od jedzenia, W trakcie Wielkiego Postu, przez 40 dni spożywał codziennie tylko jeden orzech włoski. Pił jedynie wodę źródlaną, a nieco obfitszy posiłek przyjmował tylko raz w tygodniu, podczas pobytu w klasztorze           z innymi braćmi. Najdotkliwsze cierpienia zadawał sobie jednak pustelnik opasując ciało ciasno metalowym łańcuchem, który           w końcu wrósł w skórę powodując po pewnym czasie śmiertelne     w sutkach zakażenie. Biskup Maur tak to w żywocie św. Świerada opisywał:

 "Gdy już zbliżał się czas uwolnienia od ciała, przepowiedział to obecnym i polecił, żeby nie zdejmowano z niego niego żadnych szat, dopóki nie przybędzie opat Filip, po którego już posłał. Ów ojciec przybył, gdy czcigodne ciało leżało już martwe; rozebrawszy je do obmycia, zauważył łańcuch mosiężny, wżerający się do wnętrzności. I oto dziwna i niesłychana rzecz: łańcuch niszczący gangreną ciało wewnątrz, na zewnątrz porosły był skórą! Lecz nikt by się tego rodzaju męczeństwa nie mógł domyśleć, gdyby na brzuchu nie zauważono metalowej sprzączki. Gdy już rozpięty łańcuch wyciągano z ciała, dał się słyszeć nieprzyjemny chrzęst uszkadzanych żeber. Połowę tego łańcucha wybłagałem od opata i przechowywałem do dziś, ale gdy wielce chrześcijański książę Gejza usilnie się o nią dopraszał, nie mogłem mu odmówić"

     Święty Andrzej Świerad zmarł pomiędzy 1030 a 1034r. udręczony cierpieniami ponad ludzkie siły.

Jego ciało ze czcią złożono w bazylice w Nitrze, a z czasem – ok. 1083r. dzięki poparciu króla Węgier został on wyniesiony na ołtarze.

Kult św. Andrzeja Świerada rozwijał się na terenie Węgier, Słowacji, Chorwacji, jak również w Polsce – szczególnie w Tropiu nad Dunajcem. Jest on tam patronem jednego z najstarszych kościołów Sądecczyzny. Obecnie w Opatowcu w przedsionku kościoła prafialnego p.w. Świętego Jakuba, znajduje się tablica poświecona życiu                    Św. Świerada oraz rzeźba drewniana przedstawiająca zakonnika.


 

 

Celtowie nad Nidą

 

      Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Celtowie zamieszkiwali ziemie polskie. Jeszcze mniej osób wie, że ślady jednej z najwspanialszych cywilizacji starożytnej Europy odnaleźć można zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na południe         od Kielc. Mozolne badania odkrywanych w ziemi fragmentów naczyń glinianych, ozdób i części stroju, narzędzi, broni czy monet ujawniają nam dalekosiężne powiązania małopolskich Celtów         i olbrzymią rolę, jaką odegrali w rozwoju kulturowym współczesnych im ludów ościennych. W wyniku konfrontacji znalezisk archeologicznych ze źródłami historycznymi, powoli odkrywamy tajemnice jednego z najbardziej pasjonujących epizodów w pradziejach naszych ziem.

         KIM BYLI  CELTOWIE?

      Celtowie – stanowią jeden z głównych filarów kultury europejskiej. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że rola jaką Celtowie odegrali w historii Europy była ogromna.   Ich mniej lub bardziej wyraźne ślady w postaci nazw miast, rzek, gór czy charakterystycznych wytworów kultury materialnej, odnaleźć można                na ogromnych obszarach od Półwyspu Iberyjskiego i wysp Brytyjskich po Kotlinę Karpacką. Celtowie zakładali swoje państwa także w północnej Italii,  w Macedonii, a nawet na terenie Azji Mniejszej wokół dzisiejszej stolicy Turcji – Ankary. W czasie swoich niezliczonych wędrówek Celtowie stykali się           z całym spektrum osiągnięć cywilizacyjnych wysoko rozwiniętych państw starożytnych. Powracając na swoje tereny lub kolonizując nowe, które odtąd stawały się „celtyckie”, twórczo przetwarzali wzorce antyczne, nierzadko wzbogacając je o własne oryginalne rozmaite zagadnienia  z zakresu kultury materialnej oraz duchowej.

Do oryginalnych wynalazków celtyckich należą na przykład naczynia klepkowe, przede wszystkim stosowana do dzisiaj beczka oraz szereg elementów odzieży, z których wywodzą się współczesne spodnie, buty i odzież wełniana.

      Specyficzną cechą wielu z najciekawszych odkryć w historii archeologii jest rola przypadku. To właśnie przypadek sprawił, że Pełczyska – nazwa niewielkiej miejscowości na Ponidziu – na trwałe wpisała się w poczet najważniejszych stanowisk archeologicznych na terenie naszego kraju.

Zapewne mało który mieszkaniec Pełczysk zdaje sobie sprawę, że historia odkryć archeologicznych w jego rodzinnej miejscowości liczy sobie już 66 lat. Wiosną 1938 roku, robotnicy sadzący drzewka owocowe w sadzie ówczesnego właściciela majątku p. Libiszewskiego natrafili na dwa naczynia brązowe oraz żelazne elementy uzbrojenia z 1 poł. I w. naszej ery. Naczynia wykonane na terenie Cesarstwa Rzymskiego, w starożytności stanowiły przedmioty cenne, które prawdopodobnie należały do wyposażenia grobu kogoś znaczącego. Próbę wyjaśnienia tego niezwykłego znaleziska podjęto dopiero w 1958 roku, przy okazji badań prowadzonych w Wiślicy. Podjęte wówczas wykopaliska nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nie natrafiono ani na ślady grobu, z którego mogły one pochodzić, ani też na ślady innych pochówków. Nieoczekiwanie jednak, na stoku doliny odkryto pozostałości niewielkiej osady zamieszkiwanej przez Celtów. W trakcie kolejnych sezonów badań prowadzonych z przerwami do 1973 roku prace skupiały się już wyłącznie na terenie osady, a ich zaskakujące rezultaty przez ponad 20 lat były znane jedynie nielicznym.

Badania archeologiczne na terenie Pełczysk  zostały wznowione w latach    2000-2003 z ramienia Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

      Trudno w kilku słowach opisać wszystkie odkrycia poczynione w ciągu wielu sezonów badań. bez wątpienia najciekawsze z nich to relikty zabudowań mieszkalnych w postaci zagłębionych w ziemię części chat – tzw. półziemianek. Charakterystycznym dla Celtów Środkowoeuropejskich założeniem tego typu, odkrytym także w Pełczyskach były półziemianki na planie prostokąta.         Tego typu obiektom towarzyszyły drążone w lessie głębokie, koliste jamy, pełniące rozmaite funkcje gospodarcze – głównie spichlerzy do przechowywania żywności. W ziemi wypełniającej takie obiekty odkrywamy rozmaite przedmioty związane z życiem mieszkańców osady, w większości po prostu ówczesne śmieci – fragmenty naczyń glinianych, kości zwierzęce.

Najliczniejszą kategorię znalezisk związanych ze strojem stanowią fibule           w większości żelazne, używane do spinania szat – ozdobne odpowiedniki współczesnych agrafek. Wśród odkrytych ozdób wymienić należy importowane z południa paciorki szklane i bransolety. Do wyjątkowych znalezisk z Pełczysk należą monety celtyckie oraz jedyny w Polsce fragment wagi szalkowej, służącej do ważenia kruszcu.

      Trudno określić precyzyjnie, kiedy Celtowie przybyli na lessy małopolskie, choć niewątpliwie stało się to jeszcze przed połową III w. przed Chrystusem. Migrację nad górną Wisłę związać można z ostatnią falą wielkich najazdów celtyckich, których celem były Macedonia i Grecja, w tym słynne sanktuarium w Delfach.          Być może nigdy nie poznamy nazwy plemienia celtyckiego, które dokonało inwazji. Możemy jednak określić kierunek, z którego przybyli nowi osadnicy. Ekspansję zainicjowali Celtowie zamieszkujący Kotlinę Karpacką, do których po drodze dołączyła się duża grupa pobratymców  z terenu Moraw.              Na małopolskich lessach zakładali oni szereg niedużych, zapewne jednodworczych osad rodowych obok których funkcjonowały nieliczne, większe ośrodki pełniące rolę lokalnych centrów rzemieślniczo – handlowych. Do takich osad należały Pełczyska, które swoją pozycję zawdzięczały usytuowaniu na Szlaku Bursztynowym. W osadzie działały warsztaty rzemieślnicze, w tym warsztat garncarski, a być może również mennica – symbol władzy i prestiżu u Celtów. Zapewne gdzieś pod koniec pierwszej połowy I w. przed Chrystusem osadę dotknęły poważne przekształcenia kulturowe, które prawdopodobnie wiązały się ze zmianami etnicznymi.      Ciężar osadnictwa Celtów przenosi się wówczas w okolice Krakowa, chociaż Ponidzie zdominowane odtąd przez ludność wschodniogermańską pozostaje pod silnym ich wpływem.

      Bez żadnej przesady można stwierdzić, że ziemia na Ponidziu to prawdziwa skarbnica wiedzy o sposobie życia, kulturze i obyczajach ludzi żyjących          w starożytności. Badania w Pełczyskach obok znalezisk związanych z Celtami, przyniosły szereg niezwykłych odkryć archeologicznych. Najbardziej niezwykłe wiążą się z odkrytym w 2000 r. cmentarzyskiem, które służyło mieszkańcom pełczyskiej osady jako miejsce pochówku począwszy od młodszej epoki kamienia, aż po czasy rzymskie, czyli przez około 4,5 tysiąca lat!

                                                                                                              Marcin Rudnicki

 

Pełna wersja artykułu z "Gazety Biskupińskiej":